Góry,  Podróże

Magiczne Bieszczady

O poranku niebo nieśmiało skrywa pierwsze promienie słońca. Szczyty gór leniwie wyłaniają się spod gęstej mgły. Drzewa ubrane w jesienne liście szepczą historie, które przyniesie dzień. A gdy zapadnie mrok, znów będziemy nasłuchiwać wilczych opowieści dobiegających z mrocznej aury lasu.

Nasz pobyt w Bieszczadach trwał 10 dni, podczas którego nocowaliśmy w Ustrzykach Górnych, Smolniku, na Połoninie Wetlińskiej oraz w Wetlinie. Celem wyprawy było odwiedzenie najpiękniejszych i najbardziej wyjątkowych miejsc, przy okazji próbując nowych smaków regionalnej kuchni. W Bieszczadach odległości są bardzo duże, a szlaki nie tworzą kilkukilometrowych pętelek jak w innych polskich górach. Postaraliśmy się jednak wybrać trasy w taki sposób, aby je urozmaicić i w miarę możliwości wchodzić i schodzić innymi drogami.

Bieszczady są magiczne i tajemnicze, a jesienią tworzą piękną, kolorową krainę. Zapraszam Was do zapoznania się z naszą wyprawą dzień po dniu, ze szlakami którymi wędrowaliśmy i z miejscami, w których się zakochaliśmy.

Tarnica

Ustrzyki Górne – Tarnica (1346 m n.p.m.) – Wołosate – Ustrzyki Górne, 19 km, 7 h

Bieszczady powitały nas pochmurną i deszczową pogodą. Dwie pierwsze noce spędziliśmy w Ustrzykach Górnych, skąd szlakiem czerwonym wyruszyliśmy na Tarnicę. Trasa początkowo prowadziła pięknym bukowym lasem, wśród ogromnych drzew. Kiedy skończył się las, zaczęła się połonina i porywisty wiatr. Założyliśmy na siebie wszystkie zapasowe ubrania, a i tak było nam strasznie zimno. Deszcz zacinał niemalże poziomo, a bardzo silny wiatr rozrywał peleryny. Na szczyt dotarliśmy w około 3,5 h, skąd nie było widać nic a nic, a dookoła rozpościerała się tylko gęsta mgła. Podobno przy słonecznej pogodzie z Tarnicy można podziwiać piękne widoki, ale cóż, nie tym razem. Ze szczytu cofnęliśmy się do skrzyżowania dróg, gdzie zdecydowaliśmy się wracać szlakiem niebieskim. We wsi Wołosate spotkaliśmy konie Huculskie, które są charakterystyczne dla tego regionu i będąc w Bieszczadach po prostu trzeba je zobaczyć i pogłaskać.

Jeżeli jednak planujecie przyjechać pod szlak czerwony samochodem lub autobusem, to przy wejściu do Parku Narodowego znajduje się parking, a o ok. 300 m od niego oddalony jest przystanek autobusowy, gdzie znajdują się również sklepiki z pamiątkami oraz sklepy spożywcze.

Szlakiem drewnianej architektury

Ustrzyki Górne – Chmiel – Smolnik – Ustrzyki Górne, 46 km samochodem

Szlak drewnianej architektury w Bieszczadach prowadzi przez zabytkowe cerkwie. Odległości pomiędzy nimi są dosyć spore, dlatego na taką wycieczkę warto wybrać się samochodem. Zdecydowaliśmy się odwiedzić cerkiew św. Mikołaja w Chmielu zbudowaną w 1906 roku oraz św. Michała Archanioła w Smolniku oficjalnie otwartą w 1791 roku. Obecnie cerkwie pełnią rolę kościołów, które na co dzień są zamknięte. Jedynie wnętrze cerkwi w Smolniku można zobaczyć przez kraty w drzwiach.

Cerkiew św. Mikołaja w Chmielu

Cerkiew św. Michała Archanioła w Smolniku

Noc na Połoninie Wetlińskiej w Chatce Puchatka

Wetlina – Połonina Wetlińska – Chatka Puchatka – Górna Wetlinka – Wetlina, 20 km, 8,5 h

Jest takie miejsce w Bieszczadach skąd podziwia się najpiękniejsze wschody i zachody słońca. Tym miejscem jest Połonina Wetlińska, a dokładnie położone na niej schronisko Chatka Puchatka. Co prawda warunki dla niektórych mogą być ciężkie do zniesienia, to jednak widoki i atmosfera wynagradza wszelkie niedogodności. W górach bardziej niż super noclegów poszukujemy przygód, bliskości z naturą i poczucia, że jesteśmy jej częścią. A tam na górze wszystko to znajdziemy.

Chatka oferuje dwa nieduże grupowe pokoje z łóżkami piętrowymi (można też spać na karimatach), a toaleta znajduje się na zewnątrz budynku. Jeżeli chcemy umyć się po całym dniu trekkingu to musimy zrobić to w strumyku lub za pomocą wilgotnych chusteczek. W schronisku znajduje się również sklepik, gdzie można kupić m.in. wrzątek i suche przekąski, natomiast nie ma możliwości zjedzenia ciepłego posiłku, dlatego nie popełniajcie naszego błędu i weźcie ze sobą zapas jedzenia.

Samochód zostawiliśmy na parkingu pod domem w Wetlinie, gdzie zarezerwowaliśmy pokój na kolejne noce. Wyruszyliśmy szlakiem żółtym w kierunku Przełęczy Orłowicza, gdzie na rozwidleniu dróg skręciliśmy w prawo na szlak czerwony, który prowadzi przez Połoninę Wetlińską, Szare Berdo, Osadzki Wierch, aż do Chatki Puchatka. Po nocy spędzonej w schronisku schodziliśmy szlakiem żółtym i czarnym w kierunku kempingu Górna Wetlinka. Stamtąd szliśmy drogą 897 do punktu, z którego wyruszaliśmy dnia poprzedniego.

Połonina Wetlińska.

Zachód słońca widziany spod Chatki Puchatka na Połoninie Wetlińskiej.

Wschód słońca i widok na Połoninę Caryńską. Wszystko dookoła było pokryte szronem.

Powyżej Chatka Puchatka w świetle wschodzącego słońca. Poniżej klimatyczny, bieszczadzki sklepik, w którym zrobiliśmy zapasy regionalnych produktów w drodze powrotnej.

Piknik nad Wetliną

Wetlina – Parking przy Szlaku Czerwonym (Cisna) – Wetlina, 10 km samochodem

Piątego dnia naszej wyprawy wybraliśmy się na piknik nad rzekę Wetlinę.

Mała i Wielka Rawka

Przełęcz Wyżniańska – Mała Rawka (1272 m n.p.m.) – Wielka Rawka (1307 m n.p.m.), 9,5 km, 4 h

Szóstego dnia samochód zostawiliśmy na parkingu przy Przełęczy Wyżniańskiej oddalonym o ok. 12,8 km od Wetliny. Na Małą i Wielką Rawkę wybraliśmy się szlakiem pieszym zielonym, po drodze wstępując do Bacówki pod Małą Rawką.

Mała Rawka.

W drodze na Wielką Rawkę.

Rezerwat Sine Wiry

Jaworzec, parking przy smolarni – Rezerwat Sine Wiry – Jaworzec, 17,2 km, 4,5 h

To tutaj możemy usiąść przy ognisku, ogrzać się w chłodny jesienny dzień i wsłuchać w szum lasu i rzeki, w głos natury. Dzikie, ale jednocześnie spokojne i bezpieczne. Rezerwat Sine Wiry to jedno z najbardziej tajemniczych i magicznych miejsc. Droga prowadzi przez nieistniejące wsie, gdzie po gwarnym życiu ludzi i ich domach zostały nieliczne szczątki.

Samochód zostawiliśmy na parkingu przy smolarni, gdzie zobaczyliśmy retorty, czyli piece służące do wyrabiania węgla drzewnego. Z tego miejsca przeszliśmy się do Bacówki PTTK Jaworzec, skąd cofnęliśmy się do parkingu i wyruszyliśmy w kierunku Sinych Wirów. Droga jest w większości betonowa i płaska. Na około siódmym kilometrze trasy za miejscem do ogniska skręciliśmy w leśną ścieżkę, która doprowadziła nas do brzegu rzeki.

Bacówka PTTK Jaworzec.

Powyżej retorty służące do wyrabiania węgla drzewnego. Poniżej nieistniejąca wieś Zawój.

Ogrzaliśmy się przy ognisku i tuż za tym miejscem skręciliśmy w las, żeby zejść nad brzeg rzeki.

Sine Wiry. Powyżej kolejne miejsce na ognisko z widokiem na wodę.

Smerek

Wetlina – Przełęcz M. Orłowicza – Smerek (1222 m n.p.m.) – Wetlina, 10 km, 5 h

Ostatni dzień naszych górskich wycieczek. Z Wetliny szliśmy tym samym szlakiem żółtym co do Chatki Puchatka, ale tym razem na Przełęczy Orłowicza skręciliśmy w lewo na szlak czerwony w kierunku szczytu Smerek. Przez całą drogę nad głowami towarzyszyły nam bieszczadzkie kruki, które podobno bardzo lubią zagadywać wędrowców. Jednego nawet udało nam się uwiecznić na zdjęciu.

Połonina Wetlińska, która prowadzi na szczyt Smerek.

Widok ze szczytu.

Muczne, Smolnik, Solina

Wetlina – Muczne – Smolnik – Solina, 89 km samochodem

Zanim opuściliśmy Bieszczady odwiedziliśmy Zagrodę Pokazową Żubrów w Mucznem. Zwierzęta możemy obserwować w ich naturalnym środowisku z platformy widokowej. Przy odrobinie szczęścia żubry mogą wyjść z lasu i podejść bardzo blisko nas. Następnie pojechaliśmy do wsi Smolnik, gdzie kupiliśmy kozie sery w Bieszczadzkiej Kozie. Więcej o tym miejscu poniżej w punkcie “Gdzie jeść?”. Na koniec zwiedziliśmy Zalew Soliński.

Gdzie spać?

Polecam Wam dwa sprawdzone przez nas miejsca. Pierwsze z nich to Wilcza Jama (klik) w Smolniku, gdzie znaleźliśmy nocleg na ostatnią chwilę. Ośrodek dysponuje siedmioma piętrowymi domkami z bali, a każdy z nich na parterze ma kominek! Góra i dół są niezależne, więc nie ma problemu z wynajęciem pokoju dla dwóch osób. My spaliśmy na piętrze, a z naszego pokoju rozpościerał się przepiękny widok na góry. W nocy rozstawiliśmy sobie leżaki na tarasie, owinęliśmy się w kołdry i obserwowaliśmy pełnię księżyca. Klimat był niesamowity. Cena za noc wyniosła nas 90 zł za osobę.

Drugie miejsce to Bieszczadzkie Marzenie (klik) w Wetlinie. Piękny drewniany dom. Do dyspozycji mamy m.in. dużą wspólną kuchnię, a na ogródku znajduje się miejsce na ognisko. Tutaj widoki również są niesamowite, ponieważ dookoła mamy otwarty i niezabudowany teren. Dom położony jest przy szlaku żółtym, którym wchodziliśmy na Połoninę Wetlińską, więc jest to miejsce, które świetnie sprawdzi jako baza wypadowa dla pieszych wycieczek. Niedaleko mamy też do Chaty Wędrowca, o której więcej poniżej w punkcie “Gdzie jeść?”. Cena za noc wyniosła nas 60 zł za osobę.

Bieszczadzkie Marzenie w Wetlinie.

Widoki z domku z bali w Wilczej Jamie.

Gdzie jeść?

Cały czas wracam myślami do chwili, kiedy po całodziennej górskiej wędrówce trzymałam w ręku kubek gorącej herbaty i obserwowałam mgłę spacerującą za oknem. Czułam się jak w domu chociaż przy stolikach dookoła mnie siedzieli obcy ludzie. Będąc w Bieszczadach do Chaty Wędrowca (klik) w Wetlinie trzeba wejść, trzeba zjeść i wypić. Codziennie menu jest inne, ale zawsze tak samo dobre. To tutaj zjemy (o ile mu sprostamy) słynnego Naleśnika Gigant, który narodził się 25 lat temu w Bacówce pod Małą Rawką. Gigant wygląda jak ogromny racuch, ale przygotowywany jest wyłącznie z mąki, mleka i jajek, ponieważ tylko te składniki kiedyś były pod ręką. Choć dzisiaj podawany jest w kilku różnych wersjach, to cały czas możemy zamówić jego pierwowzór z jagodami, gdyż były to jedyne owoce, które rosły wokół Bacówki. W restauracji znajdziemy również przepyszne dania główne i bardzo ciekawe regionalne napoje. Chata Wędrowca otwarta jest od końca kwietnia do października. Czasem nawet poza sezonem letnim trzeba postać w kolejce po wolny stolik, ale warto, ponieważ każda minuta czekania będzie nam wynagrodzona sercem pozostawionym na talerzu. Wrócę na pewno i mam nadzieję, że prędko!

Jeżeli chcemy poczuć bieszczadzki, zwierzęcy klimat to musimy wybrać się do Wilczej Jamy (klik) w Smolniku. Restauracja położona jest w pobliżu domków z bali, o których pisałam powyżej. Warto spróbować tutaj dziczyzny, ponieważ jest naprawdę bardzo smaczna. Wystrój zadziwia od przejścia przez sam próg. Jest to miejsce magiczne i niezapomniane. Wiecie, że Wilcza Jama zagrała w serialu „Wataha”? To właśnie stąd dowiedzieliśmy się o jej istnieniu i od razu zechcieliśmy ją odwiedzić.

Kozie sery – po prostu trzeba spróbować będąc w Bieszczadach, tylko pytanie gdzie. Szczególnie polecam Wam Bieszczadzką Kozę (klik) w Smolniku. Sery są pyszne i smakują nawet tym, którzy wielkimi fanami kozich serów nie są, a ja do takich należałam. Z Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej musimy zjechać jak do Wilczej Jamy, jechać prosto drogą z betonowych płyt, aż zauważymy znak i drewniany dom. Na polanie pasą się kozy, więc jest to miejsce nie do przeoczenia. Na końcu drogi znajduje się cerkiew, o której pisałam w punkcie “Szlakiem drewnianej architektury”.

Bieszczadzka wytwórnia piwa Ursa Maior (klik), czyli regionalne produkty do spróbowania tylko przez pełnoletnich. Sprzedawane w butelkach z wyjątkowymi etykietami i nietuzinkowymi nazwami takimi jak np. Wataha, Dwa Misie, Dziki Kot z Berehów lub Śnieg na Beniowej. Nam udało się je znaleźć zarówno w małych sklepikach jak i w Chacie Wędrowca. Zamówić można także online (klik).

Chata Wędrowca w Wetlinie.

Wilcza Jama w Smolniku.

Poniżej Bieszczadzka Koza w Smolniku.

Mapa szlaków turystycznych, z której korzystałam – klik

Bieszczadzki Park Narodowy – klik

Cennik opłat za wstęp do Bieszczadzkiego Parku Narodowego – klik

6 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *